Dostaliśmy poruszającą wiadomość od pana Janusza Osterczuka, który uczestniczył w XXX finisażu Salonu Elbląskiego i był obecny podczas czytania sztuki pt. Biennale:
“Spektakl „Biennale” obejrzałem 05 września 2019 r. w Centrum Sztuki Galeria El. Spektakl wywołał wiele bardzo osobistych, głębokich wrażeń. Autora Mirosława Dymczaka znałem od ponad 60 lat. Współpracowaliśmy „po linii kultury”. W roku 1959 zaprosiliśmy do Elbląga Jerzego Waldorffa (jest o tym mowa w spektaklu, historyczne zdjęcie można zobaczyć na Facebooku – Jerzy Waldorff), co wywołało niezwykłe skutki. Po jego audycji radiowej i artykule p.t. „U Congurtów w Elblągu”, doszło do objęcia przez Filharmonię Narodową patronatu nad Elblągiem; następnie patronatu Muzeum Narodowego, w co osobiście zaangażował się jego dyrektor prof. Stanisław Lorentz – był w Elblągu na otwarciu I Biennale i zorganizował w Muzeum Narodowym ekspozycję modeli form przestrzennych.
Spektakle „Sceny przy stoliku” wielokrotnie widziałem a ostatnio „Kiedrzyńskiego”. Jednak „Biennale” było dla mnie wyjątkowe, bo byłem świadkiem powstawania tekstu spektaklu – od historycznych zdarzeń, poprzez literackie ich obrabianie, wreszcie sceniczną formę. Byłem świadkiem powstawania zamysłu idei form przestrzennych, bowiem przyjaźniłem się z Gerardem Kwiatkowskim. Znałem jego poglądy na sztukę. Uważał, że muzea i galerie to cmentarzyska i jarmarki. Potrzebne, ale sztuka winna towarzyszyć człowiekowi, na co dzień, w każdych okolicznościach. Stąd pomysł wyjścia z dziełami sztuki na ulicę. Formuła form przestrzennych znalazła liczne naśladownictwo w Europie. Była to bowiem nowa forma eksponowania sztuki abstrakcyjnej. Dzięki uporowi i umiejętności przekonywania do swoich zamysłów ludzi z różnych środowisk udało mu się doprowadzić w roku 1965 do I Biennale Form Przestrzennych.
Mirosław Dymczak był przewodniczącym komitetu organizacyjnego Biennale. Na jego barkach spoczywała odpowiedzialność za realizację artystycznej wizji. Stąd Jego znajomość wszystkich okoliczności towarzyszących przedsięwzięciu. W swoim tekście bardzo dobrze oddał atmosferę realizacji form. Dla artystów kontakt z przemysłem – olbrzymią fabryką i robotnikami był odkrywczy. Patrzyli z podziwem i zachwytem na ich pracę. Takim przykładem jest sytuacja jak jeden z artystów podziwiał niepozorną kobietę, która precyzyjnie operowała kilkunastotonową suwnicą. Ta niepozorna kobieta, w sytuacji towarzyskiej, bo i takie bywały, potrafiła się z wdziękiem przedstawić: „Truda jestem, suwnicowa, polej”. Inny artysta (późniejszy rektor ASP), w meloniku i z nieodłączną parasolką, jak urzeczony wpatrywał się w nocy, w mrocznej hali odlewni, na załadunek pieca hutniczego. Suwnica z potężnym elektromagnesem transportowała z nabrzeża dziesiątki ton złomu wrzucając do pieca. Towarzyszyły temu łoskot, pył, refleksy świetlne. Jeszcze inny artysta wybierał ze stosu złomu interesujące go elementy (jest forma składająca się z oryginalnych części złomowanych). Złom osuwał się, sterta „ożywiała się”. Dla tzw. zwykłego człowieka są to zjawiska nieistotne, ale nie dla artystów.
Dialogi ludzi reprezentujących te dwa światy były znakomite. Bowiem pierwsze spotkania zmierzały do dobrego zrozumienia się. Spawacze opowiadali artystom o swojej pracy, np. jak jeden z nich spawał uszkodzoną śrubę okrętową. Wprowadzał w technologię spawania. Artysta widział w tym także formę sztuki, wyrażał swój podziw. Spawalnictwo na tym także zyskało. Pewien inżynier spawalnik, z którym konsultowano problem spawania dwóch metali „niespawalnych” tak się wgłębił w problem, że prawdopodobnie doktoryzował się ze spawalnictwa. Realizacji form przez miesiąc towarzyszyły spontaniczne dyskusje, spotkania towarzyskie. Goszczono artystów w prywatnych mieszkaniach.
Bardzo ciekawym wątkiem jest jak doszło do decyzji o udostępnieniu artystom zakładu przemysłu ciężkiego. Rozmawiałem o tym z autorem, niestety Jego śmierć sprawiła, że już się o tym nie dowiemy. Uważam, że sztukę „Biennale” można uznać za swoiste epitafium Mirosława Dymczaka. Słowa uznania należą się realizatorom tego spektaklu – aktorom Teatru im. Aleksandra Sewruka w Elblągu a sama sztuka jest istotnym wkładam w zapis historii naszego miasta.
P.S.
Czytałem też inny interesujący tekst, którego autorem jest Mirosław Dymczak a akcja toczy się w hospicjum. Jak zrozumiałem dotyczy on moralnych aspektów śmierci. Myślę, że na scenie ten tekst też wypadłby dobrze.”
Dziękujemy!


